Humaniści

Lekcja języka polskiego w klasie II gimnazjum: Sąd nad Balladyną - drama.

SCENARIUSZ ROZPRAWY SĄDOWEJ

Woźny:
Proszę wstać, Sąd idzie!
(wchodzą: sędzia, oskarżenie, obrona)
Sędzia:
Proszę sekretarza o odczytanie sprawy z wokandy sądowej dotyczącej dzisiejszego posiedzenia.
Sekretarz:
Rozprawa nr 1/2010 r. przeciwko królowej Balladynie, która dopuściła się zabójstwa, zamachu stanu i zdrady.
Sędzia:
Proszę o przedstawienie argumentów i wyrażenie swojego stanowiska w sprawie przez oskarżyciela.
Oskarżyciel:
Wysoki Sadzie! Oskarżam królową Balladynę o zamordowanie z zimną krwią swojej siostry Aliny, Kostryna, Pustelnika oraz Grabca, a także przyczynienie się do śmierci matki i Kirkora.
Pragnę poprzeć moje stanowisko następującymi dowodami:
- po pierwsze na czole oskarżonej widnieje krwawe znamię - znak jej winy
- po drugie na ciele matki znaleźć można ślady tortur i mamy świadków, że Balladyna znęcała się na matką
- po trzecie w organizmie pustelnika wykryto tę samą truciznę, którą znaleziono przy oskarżonej
Wysoki Sądzie! Przedstawione przeze mnie dowody winy świadczą o tym, że oskarżona jest człowiekiem na wskroś przesiąkniętym złem, ponieważ czyny, których się dopuściła świadczą o tym, że nie szanuje ona ludzkiego życia i najważniejsze dla niej jest dążenie do władzy. Jej postawa życiowa budzi odrazę i prowokuje do surowego osądu.
Proszę dla oskarżonego o najwyższy wymiar kary, czyli o karę śmierci lub dożywotniego więzienia.
Sędzia:
Dziękuję oskarżycielowi i proszę obrońcę o zabranie głosu.
Obrońca:
Wysoki Sądzie!
Pragnę Podjąć się obrony Balladyny, która co prawda dopuściła się zarzucanych jej czynów, ale działała pod wpływem emocji i odtąd postanowiła zmienić swoje postępowanie. Zrozumiała, co jest najważniejsze w życiu człowieka. Argumentem tłumaczącym jej postępowanie są traumatyczne przeżycia z dzieciństwa. Sposób, w jaki wychowywała ją matka, ciągłe porównywanie do siostry, wymuszanie znalezienia bogatego męża, podsycanie żądzy władzy trwale wpłynęły na jej psychikę.
Myślę, że w świetle tych argumentów należy oskarżonej zwrócić honor i wolność oraz dać jej jeszcze jedną szansę. Oskarżona uświadomiła sobie, że wszystko, czego w życiu dokonała i do czego dążyła, nie ma znaczenia, bo nie dało jej szczęścia, czynione było w imię władzy a nie miłości.
Proszę o wyrok uniewinniający.
Sędzia:
Po wysłuchaniu wystąpień oskarżyciela i obrony sąd zwraca się do przysięgłych o opinię, wysłucham głosu ludu, co nakazuje ludowa moralność?
Wszyscy:
Winna jest śmierci!!!
Woźny:
Proszę wstać! Sąd ogłosi wyrok.
Sędzia:
Po wysłuchaniu wystąpień obrońcy i oskarżyciela, biorąc pod uwagę przedstawione argumenty Sąd orzeka, co następuje:
Oskarżona Balladyna jest winna zarzucanych jej czynów.
Sąd przychyla się do wniosku o karę dożywotniego więzienia bez prawa do apelacji.
Woźny:
Proszę się rozejść - rozprawa zakończona!
W rolach głównych:

Sędzia - Janek Lisiecki
Obrońca - Agnieszka Wachman
Oskarżyciel - Zuzanna Holweg
Sekretarz - Maksym Mikołajczyk
Woźny - Michał Psujek
Balladyna - Ania
Lekcję przygotowała W.Kozera-Huszczo

Piękna nasza polska mowa!

Piękna nasza polska mowa!
W myśl tej zasady uczniowie klasy 4 A – twórczo i pomysłowo zabawili się w stylizatorów i spisali te oto, poniżej widniejące, frapujące i oryginalne teksty. Spójrz i poczytaj, bo warto!
prof. Justyna Klink


PRZYPOWIEŚĆ O TRZECH SYNACH


    Niedaleko Jeruzalem żyła żydowska rodzina. Rodzina rolnika, potomka Abrahama. A rolnik miał trzech synów. I dni czternaście po pasze wezwał do siebie pierworodnego swego i dawszy mu dziesięć srebrnych dinarów, kazał iść i kupić krowę.
    Syn poszedł. A dotarłszy na targ, ujrzał krowę i węża. Chciał kupić krowę, lecz wtedy wąż odezwał się do niego: Weź mnie, abba, to dam ci bogactwo. A że syn był miłował wielce bogactwa, to wziął węża. Gdy szedł do domu ojca swego, wąż rzucił się na niego i zabił.
    Gdy syn nie dotarł do domu, ojciec wezwał drugiego syna. I dawszy mu dziesięć srebrnych dinarów, kazał kupić krowę.
    Drugi syn przyszedłszy na targ, ujrzał krowę i węża. Wtem wąż się odezwał: Weź mnie, abba, to dam ci piękno. A że syn miłował piękno, to wziął węża. Wracając do domu ojca swego, wąż rzucił się na niego i zabił.
    Gdy drugi syn nie dotarł do domu, ojciec wezwał trzeciego syna. Syna najmłodszego. I dawszy mu dziesięć srebrnych dinarów, kazał iść na targ i kupić krowę.
    Syn poszedł. A gdy dotarł na targ, ujrzał krowę i węża. I wtem wąż przemówił: Weź mnie, abba, to dam ci miłość. A że najmłodszy syn miłował faryzeusza córkę, pokusa była silna i dla niego. Lecz wtedy spojrzał na krowę i rzekł do węża: Nie me pieniądze, wężu. I nie mnie nimi decydować. Albowiem gdyby każdy innym decydował, to nikt sobą decydować by nie mógł.
I wziął krowę i poszedł. A słysząc tę mowę, córka faryzeusza poszła wraz z nim.

Karolina Czechowska, stylizacja biblijna

O BUCIORACH, KANAPCE I DRACE W SZKOLE


Tomek wszedł do domu wesoło pogwizdując.
  -  Cześć, mamo! - krzyknął.
  -  Jak to tak, w buciorach do domu włazisz?! - rozzłościła się jego matka, Anna.
  -  Oj, mamo, przecież nie są brudne. Tylko spójrz, kapcie jak ta lala! - Tomek zademonstrował matce swoje "czyste" buty.
  -  Przecież całe są utytłane! Zobacz tylko, jaką kupę błota tu wniosłeś!
  -  Przepraszam, mamo. Zaraz to posprzątam. A tak w ogóle, zrobisz mi kanapkę? Konam z głodu!
  -  Przestań mnie wnerwiać! Jestem padnięta, a ty mi tutaj kanapki wymyślasz! Bozia rączki dała?! No to zasuwaj do kuchni! - warknęła mama Tomasza.
  -  No sorki mamuś... - chłopiec smętnie zwiesił głowię.
  -  No już dobrze. - Anna przytuliła syna. - A jak tam dzisiaj w szkole?
  -  Wszystko pięknie i cacy. Dostałem piątkę z matematyki!- w głosie Tomka pobrzmiewała duma.
  -  To wspaniale! - Anna pogłaskała Tomka po włosach. - Działo się coś ciekawego?
  -  No, była taka afera! Chłopaki z III c sprawili manto Arkowi!
  -  Jak to?!
  -  Arek nazwał któregoś z nich głupkiem i ten chłopak powiedział, że nie będzie się już dłużej z Arkiem cackać. Jak zaczęli się bić, to przyszła nasza wychowawczyni. Ale była draka!
  -  Biedny Arek... Z drugiej strony, mógł go nie prowokować...
  -  E tam, wcale nie jest biedny! Za dużo gadał i zgrywał ważniaka, to dostał w kuper!
  -  Nie mów tak. Nikt nie zasługuje na to, żeby go bić. - mama Tomka skrzywiła się.
  -  Ale sama powiedziałaś, że mógł nie prowokować... Więc jak to w końcu jest? - zaczął Tomek.
  -  Zapomnij o tym. Nie wolno nikogo bić i już. - ucięła Anna. Przez chwilę zamyśliła się, była jakby nieobecna. Nagle jednak rozpromieniła się i wesoło krzyknęła:
  -  No to co, może ugotujemy obiadek? Tata niedługo wróci z pracy, ucieszy się! - wyglądało na to, że zapomniała już o utytłanych buciorach Tomka i aferze z Arkiem.


Dominika Nowak-Bulzacka, stylizacja na mowę potoczną

Z ŻYWOTA PEWNEJ DZIEWKI


    Jak co dzień białogłowa o imieniu Zosia wstała wczesnym rankiem. Zmówiła paciorki i radnie wybrała się na poranny spacer. Na dworze zaczęło dżdżyć, aczle młoda dama miała w sobie tyle świebody i radości, że ni rusz jej było w głowie myśleć o powrocie. Aleć gospodzin domu zaczął ją nawoływać, by do domu wracała w taką pogodę. Posłuszna jegomości podbiegła pospiesznie, ato maciora oznajmiła: Miłostnik twój Zosiu dzisiaj przybędzie.
    Ależ się dziewka dziwowała i cieszyła zarazem. Ano wżdy wielbiciel przyjechać miał wieczorem, tedy Zosia wybrała się na lekcje ze swoim bakałarzem. Pilnym to ona żakiem była, śmiem mnimać. Pracowita, na stolcu skupiona. Ale dzisiaj czakanie na lubego ją męczyło. Aliż on przyjechał, wierciła się niemiłosiernie, abo nie była w temacie.
    Po lekcji poszła do swego alkierza, pobawiła się ze źwierzem, porozmawiała z maciorą – a jego cały czas nie było. Martwić się zaczęła, może coś mu się stało, ale dufała, że jeszcze się zbaczy z nim dzisiaj. Czekała aliż nie zasnęła. Rańcem postanowiła jić na zewnątrz. Ku jej zdumieniu ktoś stał przed domem. Biegła z całych sił, myśląc, że to jej miłostnik – biada jej jak się myliła. Nieoczekiwany waszmość przyjechał ze swym pięknym powozem: Twój luby, ma miła, zmordowany tej nocy został – powiedział.
    Nie potrafię wyrazić dziewki cierpienia, dychawicy dostała, łzy strumieniami po polikach ciekły. Trzeba przyznać, że ciężkie to brzemię dla tak młodej panienki, jiście. Ato przykład – ta historia, jak dwa dni, dziewce żywot mogły zmienić.


Sara Rogowska, archaizacja


INKSY DOBRODZIEJ I JUHACH


-Witoj juhaczu! Jo jest dobrodziej nowy. Te łowce, co się chaniok na hali wypasają zatom zarębkiem, to twoje?
-Hej, ło bez! Bez ile roków już je chowam? Jo ino buciosek w ręce mam i byrki, charatam do ćmy na chlyp! Cni mi się to już barzo, kipnąc tu można, ale baba w chałpie z bajtelami, ino bryje jydzą, łoto na chlyp ni ma. Jo je kosieruję na honielniki, przetok na juhaczy, ale łone lebery są, ino się babrają i bajzel robią. Jo chawok niedaleko chałpe mam, na morsiagu, może pan dobrodziej dychnie se i do wnuka wejdzie? Będę scyry, biyda ino u nas jest, ba oscypki abo bunc to my momy, bo byrki mleko dają. -A, baco, nie kce przeca kłopotu robić…
-Prosem piknie, ino na pogródce pan dobrodziej siądzie… Pytam barzo. Dzisiok na połednine moskole z pucydupkami.
-A, chłop miły barzo, dziekuje piknie.
-Bajtele, matuś wdomaś? Wołajcie no ją prędko, jegomość nas odwiedził!
- Matusi nika nimo. Wyszła nad ranem.
-Na coś? Opdowaj! Bo się opajeze!
-Z nosakami wyszła.
-A dyć była wczoraj po wierzerzo po wode. Stela niedaleko do studzienki. Za ‘w imie Łojca’ wróci. A teraz ucenstujemy pana dobrodzieja oscypkami. Antoś! Sprawdże czy na śperchecie w izbie ciorno albo izdebce nie zatyrołem kasik puska patyków, to zakurzymy papiyrusy. Pan dobrodziej kurzy?
-Ja, kapecke.
-Haj kce jegomość do izby wejść?
-Haj, proszę chłopa, piknie chawok je, na ucoku. Het huciawa i hucoki, a chawok upłaz…
-Zwoistnie, jo mam rod z chałpy. Bytuje się chawok barzo dobrze. Napije się pan dobrodziej śklonecki palenki?
-Hej, ba ino kapke.
-O, ale się ciemrzy. Kaj je moja baba? Zara będzie ćma! Dośla hybnoć powinna… Zara dysc będzie kidał!
-Oj, baco, idzie baba!
-Kaj je? Aaa, widze jej czerwony kabatek!
-Zem jest! Witom panocka dobrodzieja! Zara złobudzę i ucenstujemy jegomościa! Ścignęłam na poród! Urodziła się jorka. Zara ucenstujemy pana dobrodzieja, zara ucenstujemy!



Emilia van Wijngaarden, dialektyzacja


...


...podczas surfowania pośród ogromnej ilości stron internetowych.
Nasz informatyk lekko zgrabiony, z szkiełkami na oczach siedział już dobrych kilka dni w tej samej pozycji. Miał jednak krótkie przerwy na jedzenie chińskiej zupki, czipsów cebulowych, łyka hoop coli i oczywiście snu na klawiaturze. Z pewnością oddałby swoje dwie nogi za jeszcze jedną rękę, by podczas pisania na klawiaturze, móc ruszać myszką.
Downloady, uploady, downgrady, upgrady, maile, facebook, naszaklasa, gg, gta i filmy na youtubie. To wszystko co urzeka, fascynuje i jest życiem bohatera. Jednakże, bohater tylko ładnie brzmi, ponieważ na pewno nie wygląda, Plecy jak kwazimodo, by móc bez najmniejszego problemu patrzeć centralnie w monitor, włosy, a bardziej to coś zwisające z głowy, i oczy, pod którymi wory dosięgały brody.
Informatyk prysznic widział, ale na allegro, lecz nie zdecydował się licytować. Komputerowiec mógłby się wydawać smutny, ale czym tu się smucić, gdy bez wychodzenia z domu ma 13000 znajomych, świetlaną przyszłość na facebooku, trójkę dzieci w sims'ach i super brykę w nfs'ie. Jedynym zmartwieniem informatyka są rachunki za prąd, lecz on zarabia na sprzedawaniu kont z wow'a.
Czas płynie bardzo miło naszemu bohaterowi, podczas pełnych emocji i adrenaliny chwilach spędzonych z miłością swojego życia: Komputerem. Ich związek jest nierozerwalny, aż do śmierci lub wcześniejszego oślepienia. Komputer tak nowoczesny i dający tyle możliwości, jednak cofa i ogranicza ludzi, zamiast ich rozwijać i rozszerzać ich horyzonty.



Adrian Grochowski, stylizacja środowiskowa z elementami humorystycznymi


Lekcja języka polskiego: Problematyka "Bursztynów" Zofii Kossak-Szczuckiej

 Na jednej z lekcji języka polskiego klasa III gimnazjum zorganizowała mini-muzeum. Uczniowie prezentując przyniesione przez siebie eksponaty, musieli uzasadniać ich związek z wybranym opowiadaniem, dotyczącym historii Polski. Okazało się, że historia jest zaklęta w przedmiotach…, a uczniowie świetnie znają lekturę.

Przykładowe prezentacje:

- skórzany pas - opowiadanie "Sas i Las" ("Za króla Sasa jedz, pij i popuszczaj pasa")
- nuty - opowiadanie "Koncert Chopina"
- farby - opowiadanie "W pracowni Rembrandta"
- figurka Bolesława Chrobrego - opowiadanie "Przysięga"
- strój tatarski (fotografia) - opowiadanie "Idą"
- mnisi (fotografia) - opowiadanie "Ojcowie cystersi w Mogile"

Lekcja języka polskiego: "Dydaktyczny charakter bajek Ignacego Krasickiego"

  Niektórzy utalentowani uczniowie II klasy gimnazjum postanowili nie tylko przeczytać i zinterpretować bajki mistrza, ale sami napisać podobne. Miłej lektury…

Anna Marynowska

"Chłopiec"

Był sobie chłopiec piękny, wesoły
za nic miał wiarę, przyjaźń i szkoły.
Bawił się ciągle, pił bez umiaru.
Tracił przyjaciół i zdrowie pomału.
Nie słuchał uwag, ani rad życzliwych.
Cenił towarzystwo fałszywych i chciwych.
Dobra nie doceniał, z życia żartował,
przed konsekwencjami głowę w piasek chował.
Tak mijały lata nudne i bez ludzi.
Trwała monotonia, która zapał studzi.
Wokół była pustka, niechęć, ból i trwoga.
Coraz częściej wracał myślami do Boga.
Los wymierzał chłopcu wciąż kolejne kary:
brakowało zdrowia, pieniędzy i wiary.
I wtedy zrozumiał, przyznał w duchu skrycie
dwóch rzeczy nie cenił w życiu należycie.
Jedną była młodość, której szansy nie dał.
Drugą dobre zdrowie, które tak zaniedbał

Dziwił się leniwiec zerkając z wysoka.
Co to za zwyczaje ? Co to za epoka?
Wszyscy zaganiani, bez tchu wciąż pracują.
Marnują czas wolny, zdrowie swe rujnują.
Po co ten wysiłek? Toć to strata czasu!
Po co tym zwierzętom te tony zapasów?
I tak się wyśmiewał, drwił będąc w bezruchu
aż w pewnym momencie poczuł ssanie w brzuchu.
Długo walczył z głodem, z niechęcią do pracy.
Nikt jednak nie podał jedzenia na tacy.
W końcu, by mógł przeżyć, wziął się do roboty
i nabrał do życia nareszcie ochoty.
Bo prawda ta jest znana
od początku świata,
gdzie się z chęcią zejdzie praca,
tam się hojnie trud opłaca.

Michał Psujek

"Myszki"

Dwie myszki małe - biała i czarna
na spacer się wybrały.
Po godzinie były zmęczone, więc rzekły:
- "Co tu począć, trzeba by chwilkę odpocząć".
Zakradły się do stodoły, gdzie stały pełne zboża wory.
Czarna woła - "Widzę jedzenia furę, więc wdrapmy się na górę ".
Jadły, piły i tak się gościły, że nie zauważyły
pewnego bardzo przebiegłego myśliwego.
Zajęte sobą dalej podjadały i przez nieuwagę
przez kota pożarte zostały.

"Krokodylek"

W dalekiej Afryce zwierzęta żyją różne:
lwy, zebry, słonie, goryle i krokodyle.
Żyją niby w wielkie harmonii
ale tylko wtedy, kiedy ich nikt nie goni.
Lecz są niestety w ich życiu chwile,
że muszą za wodą biegać długie mile.
Upał daje im się we znaki, myślą sobie:
- "Co tu począć w upał taki?"
Raz krokodylek marzył sobie:
- "Przydałby się stawik mały,
gdy z nieba leci żar jak oszalały".
Napotkawszy trochę wody, daje susa dla ochłody.

Zmieszał wodę z błotem, nie myśląc, co będzie potem.

Maksym Mikołajczyk

"Dzięcioł i robaczki"

Dzięcioł w drzewo stukał,
polski dzięcioł przecie.
Rozeźlił się strasznie,
głodny, sami wiecie.

"Robaczki, wyłaźcie,
bo ja nie na żarty.
Stukam całkiem serio,
aż dziobek mam starty."

"Nogi za pas,
Uciekajmy!
To poważna sprawa.
Polski dzięcioł,
na głodniaka,
to rozbój i draka."

Tak obiadek choć nie zając,
jeszcze da drapaka.
Chcesz się najeść,
nie hałasuj,
ot i rada taka.

Sprawozdanie z warsztatów TiSZ 30 listopada

  Poniedziałkowy wieczór w Teatrze Pinokio był pełen niezapomnianych wrażeń.
  Zebraliśmy się około godziny 18. Dyrektor krótko wprowadził nas w klimat andrzejek, zachowując jednak nutkę tajemniczości. Zapoznał nas między innymi ze sposobami oszczędzania w teatrze (na przykład na oświetleniu ;-). Zatem pogasły wszystkie światła...
  Podzieleni na dwie grupy i zaopatrzeni w latarki ruszyliśmy na zwiedzanie budynku. Na korytarzach porozstawiane były świece, co sprzyjało aurze tajemniczości. Pierwszym pomieszczeniem, do którego się udaliśmy była poczekalnia przed pokojem dyrektora. Ze zdumieniem ujrzeliśmy nieruchomą panią reżyser i kościotrupa. Szkielet miał symbolizować aktora, który nie doczekał się swojej roli... Gdy w poczekalni zapalono świecę, zastygłe w bezruchu postacie ożyły i rozpoczynała się akcja niczym z Szekspirowskiego dramatu! Kiedy ogień gasł wszystko na powrót zamierało...
  Podobna sytuacja powtarzała się kilkakrotnie - zapalanie i gaszenie świec (jak w IV części "Dziadów" Mickiewicza) decydowało o początku i końcu sceny.
  Następnie powędrowaliśmy piętro wyżej - do pracowni krawieckiej. Tutaj mieliśmy szansę podziwiać krawcową przy pracy - szyjącą stroje dla aktorów. Choć początkowo siedziała jak skamieniała, po zapaleniu świecy ożyła i zaczęła kląć pod nosem (zupełnie jak szewc, a nie jak krawcowa). Była wściekła na to, że musi zostawać po godzinach tylko dlatego, że jakaś aktorka przytyła!
 Później dotarliśmy do pracowni plastycznej, gdzie czekała nas kolejna niespodzianka... Gdy tylko weszliśmy, z wanny wyłoniła się przerażająco ucharakteryzowana postać. Poczuliśmy się jak uczestnicy prawdziwego horroru. Kobieta przedstawiła nam wycinek z życia lalkarki. Zachowywała się jak szalona: tu coś przycinała, tu coś dolepiała, z impetem wierciła dziurę w brzuchu lalki, by ta miała więcej wnętrza! Całość opatrzona była dowcipnym, trafny komentarzem z przewagą "czarnego humoru".
  Kolejnym punktem zwiedzania była pracownia techniczna, w której zastaliśmy mężczyznę, który również zachowywał się jak opętany. Dopracowywał on twarz Pinokia, mówiąc do lalki: "Będziesz kłamał, Pinokio?!" A nie słysząc odpowiedzi przycinał mu raz po raz kawałek nosa...
  Jako ostatnie zwiedziliśmy sale teatralne oraz kulisy. Pani reżyser sprawiła, że sami mogliśmy poczuć się jak aktorzy. Dostaliśmy zadanie - przedstawić scenę bitwy pod Grunwaldem w zwolnionym tempie. Odgrywaliśmy tę scenę kilka razy, zanim spodobała się pani reżyser i dyrektorowi. To była świetna zabawa!
  Całość skończyła się około godziny 19.30, po czym w doskonałych nastrojach rozeszliśmy się do domów. Odmienny przebieg i charakter tego spotkania wszystkich zaskoczył i choć przypominało ono raczej HELLOWEEN niż ANDRZEJKI to życzylibyśmy sobie więcej takich imprez!

Marysia Kleska - uczennica I kl. gimnazjum

Kontynuacja cyklu lekcji języka polskiego z serii "Malujemy wiersze"

Tym razem ze pędzle chwycili uczniowie klasy III naszego gimnazjum. Dokonali przekładu intersemiotycznego sonetu Jana Kasprowicza "Krzak dzikiej róży w Ciemnych Smreczynach".

Przy okazji tej twórczej pracy musieli przypomnieć sobie znaczenie takich terminów jak: impresjonizm, symbolizm czy synestezja. Niektórzy z powodzeniem zastosowali w swoich pracach technikę zwaną pointylizmem (neoimpresjonistyczna technika polegająca na zapełnianiu obrazu gęsto rozmieszczonymi, różnobarwnymi punktami i kreskami kładzionymi na płótno czubkiem pędzla. Bazowała na XIX i XX-wiecznych odkryciach z zakresu optyki, wskazujących, iż niewielkie płaszczyzny czystych kolorów położone obok siebie, a oglądane z oddali, mieszają się "w oku" tworząc inny kolor).


"Krzak dzikiej róży w Ciemnych Smreczynach"

Sonet I

W ciemnosmreczyńskich skał zwaliska,
Gdzie pawiookie drzemią stawy,
Krzak dzikiej róży pąs swój krwawy
Na plamy szarych złomów ciska.

U stóp mu bujne rosną trawy,
Bokiem się piętrzy turnia śliska,
Kosodrzewiny wężowiska
Poobszywały głaźne ławy...

Samotny, senny, zadumany,
Skronie do zimnej tuli ściany,
Jakby się lękał tchnienia burzy.

Cisza... O liście wiatr nie trąca,
A tylko limba próchniejąca
Spoczywa obok krzaku róży.


Komentarze uczniów:

- "Podczas malowania łatwiej wyobrazić sobie obraz poetycki zawarty w wierszu".

- "Żeby dobrze wykonać taką pracę, trzeba naprawdę się wczytać w wiersz".

Lekcję przygotowała Weronika Kozera-Huszczo.

Po raz drugi bawimy się powieścią W. Gombrowicza "Ferdydurke".

Tym razem uczennice klasy IB1 postanowiły napisać własne, twórcze, pomysłowe i niezwykle ciekawe teksty dotyczące tej innowacyjnej lektury.

Lekcję przygotowała Justyna Klink.

Zapraszamy wszystkich do lektury - naprawdę warto! Wena twórcza godna pozazdroszczenia!

Drodzy uczniowie!

Nazywam się Henryk Prymusiewicz i jestem przedstawicielem Młodzieżowego Towarzystwa Zdrowego Rozsądku. W skład naszego zgrupowania wchodzi pięciu członków:

1) Heniu Prymusiewicz- prezes, funkcja: reprezentatywna

2) Piotruś Czytajewicz- funkcja: informowanie kolegów o nowościach literackich, w wolnym czasie sprzątanie bibliotek

3) Krzyś Szóstkowski- funkcja: zdobywanie znakomitych stopni na zajęciach szkolnych, chluba stowarzyszenia

4) Janusz Kujonewicz- funkcja: pilna nauka, mobilizacja pozostałych członków do działania

5) Maciuś Omnibusowski- funkcja: maskotka zgrupowania

Owa organizacja powstała w roku 2006, aby oświecić młodzież polską. Co więcej, nasze stowarzyszenie żąda wprowadzenia obowiązkowego Gombrowicza oraz obowiązkowego Słowackiego, gdyż w przypadku pominięcia dzieł tych wielkich twórców, młodzi ludzie zmienią się w patologię!

Już dziś możemy mówić o dramatycznych zmianach w mentalności naszej, niegdyś złotej, młodzieży. Na co dzień cechują ją: niechlujstwo, niezainteresowanie literaturą, brak mobilizacji do nauki, mierne stopnie… A w zamian za to, co? Hulanki i swawole w głowach!

Młodzież polska przeżyła po prostu amnezję i w naszym interesie jest ją oświecić, aby wreszcie odzyskała świadomość tego, co tak naprawdę ważne. Pomóc w tym może tylko obowiązkowy Gombrowicz i Słowacki!

Bo czyż Profesor Pimko z "Ferdydurke" nie jest dość motywujący, czy godna postawa Pylaszkiewicza nie jest wzorem do naśladowania? A dajmy na to, ten Gałkiewicz… Na jego przykładzie można by stwierdzić: "Tak właśnie nie należy się zachowywać!" Rzecz jasna, Słowacki też jest konieczny, bo to przecież Słowacki wielkim poetą był! Nawiasem mówiąc, jest to jedno z naszych wspaniałych haseł reklamowych.

Zatem ja, Henryk Prymusiewicz, i moi koledzy z Młodzieżowego Towarzystwa Zdrowego Rozsądku ponownie apelujemy do naszej drogiej młodzieży, aby wreszcie zmądrzała. Zamiast zajmować się zabawami, powinniście czytać, czytać, czytać i jeszcze raz czytać. Czy podoba się to wam, czy nie, musicie zacząć czytać książki, bo tylko ten, który je czyta jest inteligentnym człowiekiem.

Podpisano

Towarzystwo Zdrowego Rozsądku

Napisała niejaka Agata Mielczarek

"Opowiadanie o lekcji innej niż wszystkie"

Ciepłe strugi światła wpadały poprzez niemyte od miesięcy okna letniej szkoły ogólnokształcącej dla bęcwałów im. Witolda Gombrowicza w Warszawie. Był 25 lipca 1969 roku, godzina 12:04, 32 stopnie w cieniu. Klasa 2A oczekiwała swojego oryginalnego nauczyciela języka polskiego. Profesor Nowakowski toczył się po korytarzu w zawrotnym żółwim tempie. Miał niecałe 180 cm wzrostu, rude włosy, piegi rozsypane po całej twarzy i ważył, tak na oko, 150 kilogramów. To całkiem sporo jak na niewysokiego sześćdziesięcioczterolatka, dlatego też posiadał dość nietypowy pseudonim dyskretnie powiązany z jego tuszą - patapouf .Gdy mężczyzna wkroczył do Sali numer 82, rozmowy oraz krzyki zaczęły powoli cichnąć. Po 3 minutach zapanowało kompletne milczenie.


Patapouf przemknął przenikliwym wzrokiem po przerażonych twarzach dwudziestu pięciu uczniów ślepo wlepiających w niego swe oczy. Wstał i na bordowej tablicy zapisał temat lekcji: "Dzieła i pisarze wszechczasów." Wszyscy posłusznie wyciągnęli swoje kajeciki i pośpiesznie zanotowali to zdanie. Nauczyciel usiadł i zaczął świdrować wzrokiem po liście uczniów. Z łatwością można było wyczuć, że zaraz jakiś męczennik zostanie poproszony do odpowiedzi. Prymusi z pierwszych ławek siedzieli wyprostowani z nienagannie zapiętymi guziczkami od szkolnego mundurka, co ewidentnie wskazywało na ich perfekcyjne opanowanie materiału. Większość klasy starała schować się za ich plecami, niektórzy kucali w swoich ławkach, by być nieosiągalnym dla surowego wzroku Patapouf'a. Profesor nagle spojrzał przed siebie i zaczął intensywnie prowadzić jakieś tajemnicze rachunki. Mruczał oraz potakiwał jednocześnie : "Dziś mamy dwudziesty piąty minus 7, bo jest lipiec…ale mój ulubiony miesiąc to wrzesień więc trzeba dodać dwa…NUMER DWADZIEŚCIA!" Niestety, los tego dnia nie był łaskawy dla Janka Motyki. Oblany zimnym potem nastolatek skulił się jeszcze bardziej, prawie zsuwając się z krzesła, pragnąc tylko jednego - by być niewidzialnym. Uradowany profesor Nowakowski zachęcał ucznia słowami pełnymi satysfakcji: "Żwawo, żwawo kolego! Pokaż nam co potrafisz!" Był to chłopiec wesoły, dynamiczny, którego marzeniem było zostać prestidigitatorem. Czasami wysłuchiwał ciekawych historyjek od kolegów z osiedla o takim jednym Mawiekoswkim- iluzjoniście wszechczasów, znanym tylko nielicznym. Mawiekoswki twierdził, że gdy skupi się całą energię w jednym momencie i intensywnie o czymś pomyśli to wszystko może się zdarzyć. Janek szybko przekalkulował swoje szanse na dobrą ocenę i wyszedł z założenia, że nie ma już nic do stracenia. Wszystkie oczy w tym momencie skierowane były na 18-latka, lecz ten niczym się nie przejmując, postanowił skorzystać z rady idola. Zamknął oczy i próbując intensywnie zapomnieć o fakcie, że znajduje się w centrum dwudziesto pięcioosobowej klasy przypomniał sobie jak pewien uchachany delikwent opisywał mu rok temu, jak to się buddyjscy mnichowie zachowują podczas medytacji. Bez chwili zastanowienia zaczął wydawać z siebie niesamowite dźwięki: "Mmmmmmmm ooooooo mmmmm…" starając wykrzesać z siebie odrobinę skupienia.


Ogłupiali koledzy po chwili stagnacji w osłupieniu z szeroko otwartymi gębami wybuchli szyderczym śmiechem. Adam spadł z krzesła, Kazio fiknął koziołka, Józio trzymał się pod bokami, bo ze śmiechu aż go brzuch rozbolał. Chłopcy wspólnym głosem zaczęli krzyczeć : "Janek to bałwanek! Siedzieć mu się zachciało, trzeba było się uczyć Ty głupia zakało!" Po pięciu minutach cała klasa podchwyciła tą wybitnie głupią przyśpiewkę. Nagle doprowadzony do granicy wytrzymałości profesor wstał i drąc się w niebo głosy kazał Jankowi wyjść...I wtedy ktoś zapukał do drzwi sali.


cdn.:

Napisała niejaka Monika Auguścik

"Przekład intersemiotyczny sonetu "Do trupa" Jana Andrzeja Morsztyna"

Na lekcji języka polskiego 8 października uczniowie klasy II gimnazjum mieli okazję popisać się swoimi zdolnościami plastycznymi. "Malowanie wiersza" poprzedzone zostało dokładną jego analizą i interpretacją oraz wyjaśnieniem różnicy między systemem znaków, jakim operuje malarstwo i literatura. Po zakończeniu pracy uczniowie omawiali swoje dzieła na forum klasy, a następnie zaprezentowali całej szkole w formie wystawy prac na III piętrze.

 

Leżysz zabity i jam też zabity,
Ty - strzałą śmierci, ja - strzałą miłości,
Ty krwie - ja w sobie nie mam rumianości.
Ty jawne świece, ja mam płomień skryty.

Tyś na twarz suknem żałobnym nakryty,
Jam zawarł zmysły w okropnej ciemności,
Ty masz związane ręce - ja wolności
Zbywszy mam rozum łańcuchem powity.

Ty jednak milczysz, a mój język kwili,
Ty nic nie czujesz, ja cierpię ból srodze,
Tyś jak lód, a jam w piekielnej śreżodze.

 

Ty się rozsypiesz prochem w małej chwili,
Ja się nie mogę, stawszy się żywiołem
Wiecznym mych ogniów, rozsypać popiołem.

Lekcję przygotowała W.Kozera-Huszczo.

„Mały Książę” – sposób na lekturę

GdańskieWydawnictwo Oświatowe proponuje w ramach omawiania lektur szkolnych gry dydaktyczne. Postanowiłam przetestować jedną z nich na lekcji języka polskiego w II klasie gimnazjum

 

Zestaw do gry zawiera planszę odzwierciedlającą wędrówkę Małego Księcia po różnych planetach, karty z pytaniami dotyczącymi lektury oraz karty z cytatami. Potrzebne są jeszcze pionki i kostki. Gracze poruszają się po planszy zgodnie z wyrzuconą liczbą oczek i odpowiadają na wylosowane przez siebie pytania. Zwycięża zawodnik, który zgromadził największą ilość kart z cytatami.

Celem gry (dzięki wcześniejszemu jej zapowiedzeniu) jest zachęcenie uczniów do wnikliwego przeczytania lektury i dokładnego zapamiętania szczegółów jej treści.

Gra okazała się znakomitym wstępem do omawiania lektury, dzięki niej uczniowie zgromadzili ciekawy materiał literacki do dalszej analizy. Wybrane cytaty: „Wszyscy dorośli byli kiedyś dziećmi. Choć niewielu z nich o tym pamięta”, „Wśród ludzi jest się także samotnym”, „Nawet w obliczu śmierci przyjemna jest świadomość posiadania przyjaciela”, „Decyzja oswojenia niesie w sobie ryzyko łez”, „Dobrze widzi się tylko sercem. Najważniejsze jest niewidoczne dla oczu”.

 

Weronika Kozera-Huszczo

Komentarze uczniów:

- To była świetna zabawa, nawet nie wiem, kiedy lekcja minęła!
- Dzięki tej grze było widać, kto naprawdę przeczytał lekturę!
- Fajnie, że najlepsi zostali nagrodzeni oceną z przedmiotu

 

 

Lekcja języka polskiego, metodą dramy


Lektura pt. "Krzyżacy" bardzo spodobała się uczniom klasy I gimnazjum. Dyskutowali o niej chętnie i z dużym zaangażowaniem, dlatego pomyślałam, że muszę znaleźć ujście dla ich emocji. Do tego najlepiej nadaje się drama. Uczniowie z entuzjazmem przyjęli pomysł wcielenia się w role bohaterów "Krzyżaków": Zbyszka, Danusi, księżnej Danuty Mazowieckiej czy Hlawy. Do inscenizacji wybraliśmy fragment pasowania rannego Zbyszka na rycerza. Uczniowie zostali podzieleni na dwie konkurujące grupy i mieli do dyspozycji tekst lektury oraz tekst źródłowy (historyczny) na temat ceremonii pasowania (kolejność czynności, tekst modlitwy i przysięgi). Na odbiór całości duży wpływ miały wcześniej przygotowane stroje i rekwizyty. Myślę, że ta lekcja zapadnie im w pamięć.

Weronika Kozera-Huszczo








Lekcja języka polskiego, temat:" Żal po śmierci dziecka wyrażony w trenach Jana Kochanowskiego ".

Literatura staropolska wydaje się być taka odległa i niezrozumiała… Jak przybliżyć ją uczniom? Wystarczy pobudzić w nich sferę emocjonalną, podyskutować o uniwersalnych problemach jak miłość czy śmierć, a Kochanowski okaże się filozofem na miarę naszych czasów! (Definicję trenu jako gatunku i termin parafraza można wprowadzić niejako mimochodem…) A jak obejść archaizmy? Wystarczy zabawić się w poetów i uwspółcześnić język - efekty mogą być zaskakujące!


Weronika Kozera-Huszczo




Jan Kochanowski - "Tren VIII"

Wielkieś mi uczyniła pustki w domu moim,
Moja droga Orszulo, tym zniknieniem swoim!
Pełno nas, a jakoby nikogo nie było:
Jedną maluczką duszą tak wiele ubyło.
Tyś za wszytki mówiła, za wszytki śpiewała,
Wszytkiś w domu kąciki zawżdy pobiegała.
Nie dopuściłaś nigdy matce się frasować
Ani ojcu myśleniem zbytnim głowy psować,
To tego, to owego wdzięcznie obłapiając
I onym swym uciesznym śmiechem zabawiając.
Teraz wszytko umilkło, szczere pustki w domu,
Nie masz zabawki, nie masz rozśmiać się nikomu.
Z każdego kąta żałość człowieka ujmuje,
A serce swej pociechy darmo upatruje.
Piotr Miłoński - parafraza "Trenu VIII"

Uczyniłaś wielką pustkę w moim domu,
Droga Urszulko przez swoją śmierć.
Wokół mnie ludzie, ale nikt
Nie jest mi tak bliski jak Ty.
Taka ogromna strata, po tak maleńkiej duszy!
Wszędzie było Cię pełno, Twojej radości i śpiewu.
Nigdy nie pozwalałaś swej mamie się martwić,
Ani mnie się trapić.
Do wszystkich się przytulałaś,
Rozweselałaś swoim perlistym śmiechem.
Teraz wszystko ucichło, nikt już się nie śmieje
Nie mam się do kogo uśmiechnąć,
Zewsząd otacza mnie pustka,
A serce wciąż szuka pociechy...























O lekturze "Mistrz i Małgorzata" nieco inaczej!!!

Teatr Varietes

przedstawia:

Seans Czarnej Magii

20 stycznia o godzinie 10.10 aula Szkoły Europejskiej, za sprawą niezwykle kreatywnych
uczniów klasy IB1, stała się zarówno kawiarnią u Gribojedowa, jak i sceną w słynnym Teatrze
Varietes, na deskach której swój pokaz czarnej magii zaprezentował nie kto inny, jak sam
Wolanda - bohater z piekła rodem!

Z notatnika widza:
- dekoracje rewelacyjne: świetna panorama Moskwy, wystrój kawiarenki odwzorowany w
detalach (patrz: filiżaneczki, świeczniki, kwiatki w oryginalnych wazonach), spadające
czerwońce, stoliczek Rimskiego, fotel, który sam wjechał na scenę!!!!!.
- widownia: nie szczędziła oklasków, zażarcie dyskutowała, było też trochę biegania to w jedną,
to w drugą, ktoś kogoś gonił i okładał pięściami.
- aktorsko: nic dodać nic ująć - bohaterowie tacy, jak być powinni: naturalni, swobodni, jeden
poważny, drugi lekko dziwaczny... no i miauczenie było słychać... - oprawa muzyczna - ciarki przechodziły po plecach.
- kto był kim? zachęcam do rozszyfrowania na zdjęciach: JK

Zobacz film

Oglądały i gratulowały:
prof. J.B. Biała, prof. A. Urbańczyk oraz prof. J. Klink







Lekcja języka polskiego, temat: Nietolerancja religijna w XVII wieku.


To kolejna lekcja poprowadzona przez uczniów, którzy stwierdzili, że podoba im się taka zmiana ról. Dwie uczennice klasy II gimnazjum (Zuzanna Płoska i Eleonora Uglik-Marucha) wystąpiły w roli ekspertek od inkwizycji, natomiast nauczycielka (Weronika Kozera-Huszczo) zasiadła w ławce wraz z innymi uczniami, słuchała, notowała i zadawała pytania.

Oceny wystąpień dokonali również uczniowie, którym najbardziej podobały się wielce wymowne opisy tortur takich jak: "hiszpańskie buty", "madejowe łoże" czy "żelazna dziewica z Norymbergii". Uczennice posłużyły się nie tylko opisami z literatury, ale również ilustracjami i fragmentami filmów. Lekcja łączyła wiadomości z historii, religii i języka polskiego. Pojawiły się na niej takie hasła i terminy jak: Polska państwem bez stosów, polowanie na czarownice, herezja, zabobon, sabat, nietolerancja religijna, wiedźma (ta, która wie) oraz niewiasta (ta, która nie wie). Na wyróżnienie zasługuje prezentacja multimedialna przygotowana bardzo estetycznie i "w klimacie" lekcji.






"Obrona słowa pisanego" - lekcja dramy w Szkole Europejskiej.

W grudniu uczniowie klasy III A mieli okazję zaprezentować wyjątkową lekcję - połączenie filozofii i języka polskiego. Młodzi adepci Szkoły Europejskiej wcieli się w szereg interesujących postaci znanych z historii, literatury czy sztuki. Na ponad godzinę stali się Sokratesem, Mojżeszem, Szekspirem, Fridą Kahlo, Donaldem Tuskiem i młodą, współczesną dziewczyną. Część uczniów wcieliła się także w obrońców i oskarżycieli, nad którymi pieczę sprawował majestatyczny sędzia.
Ideą przedstawienia było zaprezentowanie zgromadzonym, a warto nadmienić, że na lekcję przybyli uczniowie z innych łódzkich gimnazjów, poglądów różnych, znanych osób, na kanwie których należało odpowiedzieć na pytanie: które ze słów - pisane czy mówione - ma większą wartość.
Wyrok sądu był jednoznaczny:

Sąd orzeka na korzyść pozwanego. Słowo Pisane jest nieodłączną częścią dziejów ludzkości. Można mu postawić pewne zarzuty, jednak przy jego zaletach i zasługach, zarzuty te wyglądają naprawdę blado. Dlatego też powinniśmy je szanować i cenić. Nie zapominajmy jednak o słowie mówionym, które również jest głęboko zakorzenione w naszej kulturze.

Podobnego zdania byli zgromadzeni na sali goście, którzy w trakcie zaciętej dyskusji niejednokrotnie przekonywali innych, że orzeczenie sądu jest jak najbardziej słuszne, choć przyznawali także, że w naszym codziennym życiu słowo mówione jest równie istotne.

Pamiętajmy zatem:
Słowo jest cieniem uczynku. (Demokryt)
Littera docet, littera nocet - litera uczy, litera szkodzi.

Justyna Klink

Oto fragment scenariusza - autorka Sijana Mamos.

ROLE:
Sędzia główny: Przemek D.
Oskarżyciel1: Paweł.
Oskarżyciel 2: Dominika
Obrońca1: Wojtek
Obrońca2: Ola
Słowo pisane: Karolina
Pisarz (Szekspir): Agata
Sokrates: Janek
Mojżesz: Igor.
Polityk: Adrian
Artystka: Sara.
Bezstronny świadek: przedstawicielka młodzieży XXI-wiecznej: Natalia.
Protokolant: Przemek S.

Przyciemnione światła, biały reflektor rozświetla środek sceny. W tle gra cicha muzyka, na sali siedzi protokolant.
PROTOKOLANT: (do widowni) Sąd będzie rozpatrywał sprawę słowa pisanego.Wzywa się wszystkich do wejścia na salę sądową.
Na salę wchodzą obrońca, słowo pisane, oskarżyciel. Siadają. Następnie wchodzi sędzia i zajmuje swoje miejsce. Mocniejsze światło na scenę.
SĘDZIA: Sąd rozpatrzy sprawę powód kontra słowo pisane. Proszę o odczytanie aktu oskarżenia.
OSKARŻYCIEL1 (wstaje): Powód przedstawia słowu pisanemu następujące zarzuty: dawanie pozornej wiedzy oraz niepełnej informacji, uzurpowanie sobie prawa do bycia mędrcem, rozchodzenie się w niepowołane ręce, brak umiejętności obrony oraz możliwość zniknięcia. (Siada)
SĘDZIA: Zatem proszę o wprowadzenie pierwszego świadka oskarżonego.
Na salę wchodzi Szekspir. Główny obrońca wstaje. Światło zostaje skierowane na Szekspira.
SĘDZIA: Imię i nazwisko świadka oraz miejsce i data urodzenia.
SZEKSPIR: Wiliam Szekspir, urodzony 23 kwietnia 1564r w Stratford-upon-Avon.
SĘDZIE: Proszę o rozpoczęcie przesłuchania.
OBROŃCA1: Jaki jest pana kontakt ze słowem pisanym?
SZEKSPIR: Cała moja kariera powstała właśnie dzięki niemu, gdyby nie ono, moje dramaty i komedie nie dotrwałyby do dzisiaj.
OBROŃCA1: A kim jest pan z zawodu?
SZEKSPIR: Pisarzem.
OSKRAŻYCIEL2: Ha. Wielkie mi co. "Pisarz nie ma we własnym wnętrzu niczego cenniejszego nad to, co z siebie wydusił i napisał po długich a ciężkich cierpieniach… "
OBROŃCA1: Sprzeciw Wysoki Sądzie! Słowa oskarżyciela obrażają mojego świadka, a poza tym nie należą do niego, lecz do Sokratesa!
SĘDZIA: Podtrzymuję. Proszę kontynuować przesłuchanie.
SZEKSPIR: Nie mam mu tego za złe. Jak to ujął jeden z współczesnych pisarzy Paulo Coelho: "Pisanie nie polega jedynie na wyrażaniu myśli, to także głęboka zaduma nad wymową każdego słowa".
OBROŃCA1: Jaki wpływ na pańskie życie miało słowo pisane?
SZEKSPIR: Tylko dzięki niemu mogłem zaistnieć. Przecież to niemożliwe, aby utrwalić sztukę taką jak chociażby "Makbet" ustnie. Bez słowa pisanego nawet samo stworzenie jakiejkolwiek sztuki stałoby się niemożliwe.
OBROŃCA1: Nie mam więcej pytań.
(Obrońca powraca na miejsce).
SĘDZIA: Prosimy stronę oskarżającą.
OSKARŻYCIEL2: (Wstaje) Czy to prawda, że pańskie dzieła są przedstawiane w teatrach?
SZEKSPIR: Tak.
OSKARŻYCIEL2: Skoro tak, oznacza to, że dzięki tym spektaklom pańskie sztuki rozpowszechniły się, a z biegiem czasu stały się wzorem dla wielu innych twórców. Jak pan uważa, czy więcej ludzi czytało pańskie sztuki, czy też je obejrzało?
SZEKSPIR: Nie potrafię ocenić, jednak podejrzewam, że więcej osób je obejrzało… Jednak…
OSKARŻYCIEL2: Tak więc nie zostały one przekazane w formie pisemnej.
SZEKSPIR: Częściowo nie zostały.
OSKARŻYCIEL2: Dziękuję, nie mam więcej pytań.










Wycieczka do Warszawy

 

Dnia 24 listopada klasy 1-3 naszego gimnazjum wybrały się na wycieczkę do Warszawy. W programie była wystawa pt. "Sztuka życia, śmierci i umierania w buddyzmie tybetańskim" w Muzeum Azji i Pacyfiku, następnie spacer po Starym Mieście, obiad w Złotych Tarasach, a wieczorem musical "Romeo i Julia" w reżyserii Janusza Józefowicza w Teatrze Buffo.

Spektakl spodobał się uczniom i jeszcze zanim opuścili budynek Teatru pytali, kiedy przyjedziemy tu znowu. Ze śpiewów, które rozbrzmiewały w autokarze w drodze powrotnej można wnioskować, że dobre humory dopisywały im do końca dnia.

Spektakl odbił się później echem na lekcjach języka polskiego: uczniowie wcielali się w rolę krytyków i w emocjonujący sposób wyrażali swoje opinie na temat sztuki. Następnie pisali recenzje a Ania Marynowska z klasy I przygotowała krotki referat o musicalu jako gatunku scenicznym. Fragmenty referatu oraz najlepszych recenzji Oli Tarki i Martyny Panasiuk zamieszczamy poniżej.

Weronika Kozera-Huszczo

Recenzje

Referat





Ciekawy pomysł na powtórzenie

 

Moja propozycja to szkolna wersja znanego teleturnieju „Jeden z dziesięciu” - nauczyciel odczytuje wcześniej przygotowane definicje, zaś zadaniem uczniów jest odgadnięcie haseł, jakie się za nimi kryją.

Taka lekcja języka polskiego odbyła się w II klasie naszego gimnazjum, a dotyczyła podsumowania wiedzy z epoki renesansu. Lekcja miała charakter interdyscyplinarny, gdyż pojawiły się hasła z zakresu literatury, historii czy sztuki. Poza tym nutka rywalizacji zawsze dobrze wpływa na motywację uczniów do pracy!

Weronika Kozera-Huszczo

 

Przykładowe hasła

 

Prąd umysłowy i kulturalny epoki renesansu, który stawia człowieka w centrum zainteresowania. Narodził się w XVI wieku we Włoszech, ale nawiązywał do dokonań myślicieli starożytnych – HUMANIZM

 

Wywodzący się ze starożytnej Grecji gatunek liryczny o charakterze żałobnym, a którym wyrażony jest żal z powodu czyjejś śmierci oraz zawarte są wspomnienia czynów zmarłego – TREN

 

Technika malowania na świeżym mokrym tynku; także malowidło ścienne, wykonane tą techniką - FRESK

 

 

 

Komentarze uczniów

 

- Turniej jest o wiele fajniejszy niż nudne, całogodzinne odpytywanie!

- Dobrzy uczniowie mają szansę na zdobycie 6 z przedmiotu.

- Słabsi mogą posłuchać i przypomnieć sobie wiadomości przed sprawdzianem…

 


      


      



 

 

 

 

Konkurs krasomówczy

 

Niedawno odbył się w naszej szkole konkurs krasomówczy zatytułowany „Wśród mitycznych bogów”. Uczniowie klasy I gimnazjum wcielali się w postaci bóstw świata starożytnych Greków i Rzymian. Ocenie podlegała zawartość merytoryczna, poprawność językowa, bogactwo słownictwa, swoboda wypowiedzi – kontakt z publicznością oraz elementy dodatkowe, jak strój czy rekwizyty.

Uczniowie świetnie się bawili, wykazali dużym dystansem do siebie, pomysłowością i poczuciem humoru. Taki typ zajęć zmusił ich do zorganizowania własnego warsztatu pracy, poszukiwania informacji w różnych źródłach (nie tylko „Mitologia” J. Parandowskiego, ale słowniki i encyklopedie, Internet, albumy sztuki) oraz przełamania bariery wystąpień publicznych.

Najlepsza okazała się Zuzia Hollwek w roli Afrodyty, miejsce drugie zajęła Ania Marynowska w roli Ateny, zaś trzecie zajęły: Agnieszka Wichman jako Artemida i Alicja Pawłowska jako Hera.

 

Lekcję przygotowała prof. W.Kozera-Huszczo

 


      




 

 

 

 

Bawimy się powieścią W. Gombrowicza „Ferdydurke”.

  

            Ostatnimi czasy na zajęciach języka polskiego, w systemie IBO zwanymi Polish A1, omawiałam z uczniami klasy IB1 oryginalną powieść Witolda Gombrowicza „Ferdydurke”. Wspólnie udało nam się ustalić, że mamy do czynienia z niezwykle osobliwą lekturą, która wzbudza skrajnie różne uczucia, od irytacji, aż po szczery śmiech. Dzieło Gombrowicza - zaskakuje, szokuje, zadziwia, a co najważniejsze pozwala uczniom bawić się w interpretatorów, kreatorów, twórców nieskrępowanych Formą. Postanowiłam dać im tę możliwość – na chwilę stali się „artystami słowa” w iście nowatorskim stylu.

Justyna Klink

Uczniowie klasy IB1 przygotowali własne definicje Gombrowiczowskich „gęb:-)

Zapraszamy wszystkich do lektury – naprawdę warto! Wena twórcza godna pozazdroszczenia!

 

 

Gęba nr 12

Lwiemba – łac. leofacies – „leo –lew”, „faciem – twarz”, rodzaj żeński, dekl. IV, l.m. lwięby.

  1. Na ogół groźny wariant ekspresji twarzowej, powszechny w kręgach profesorskich, będący wyrazem ostatecznej utraty cierpliwości do deprymującego zachowania uczniów. Stosowana szczególnie w okolicznościach notorycznego spóźniania się na lekcje, bądź też nieudzielania odpowiedzi na trzy pytania po rząd. Wykonanie lwiemby podczas wystawiania uczniowi minimalnej oceny pogłębia zachowanie owej czynności oraz buduje atmosferę grozy. Lwiemba jest nierzadko używana w celu wywołania wstrząsu i wprowadzenia w osłupienie odbiorców.
  2. Od 2006 r. lwiembę asocjuje się z Leo Beenhakkerem, trenerem polskiej reprezentacji w piłce nożnej, prezentującym wzorcowy przykład lwiemby podczas Mistrzostw Europy. Fanatycy tego sportu stworzyli własną teorię głoszącą, iż termin lwiemba podchodzi od imienia trenera, a po porażce Polski w Euro 2008, zgłosili do sądu sprawę o przyznanie trenerowi praw autorskich do rzeczonej gęby. Językoznawcy przedstawiają jednak dowody na istnienie lwiemby już od czasów pozytywizmu. Pierwsze użycie lwiemby przypisuje się bohaterowi „Ogniem i mieczem” H. Sienkiewicza – wodzowi powstania kozackiego, Chmielnickiemu: „W ogniu jak szatan czerwony, szeroką pierś na kule wystawiając, z twarzą lwa, okiem orła”.

Autor: Joasia Sztachańska

 

Gęba nr 4

 Zdegustowana – wyraz twarzy pełen zniesmaczenia, obrzydzenia, wyrażający irytację połączoną z zniecierpliwieniem. Przybierana w wypadku zetknięcia z przedmiotem / istotą wybitnie nieprzyjemną i niechcianą, wywołującą absolutne obrzydzenie. Główne części składowe gęby zdegustowanej: wykrzywione usta, zaciśnięte zęby, rozszerzone nozdrza, ściągnięte brwi, lekki wytrzeszcz oczu.

Autor: Małgosia Pakalska

 

 

Gęba nr 8

Miłośnika psów – osobnik płci męskiej, okazujący nadzwyczajną fascynację psami rasy Rottweiler, posiadający wielkie, brązowe oczy, uśmiech na całej twarzy. Często forma miny przybieranej podczas bitwy z wrogiem innego koloru skóry.

Autor: Ola Bykowska

   

Gęba nr 12

Wyrażająca złość – wyraz twarzy polegający na spoglądaniu oczami w górę, wykrzywianiu ust kącikami w kierunku dolnym, marszczeniem brwi oraz uwydatnieniem rys policzkowych. Często takiej gębie towarzyszy głośne wypuszczanie powietrza nosem. Czynność owa ma na celu wykazać złość oraz dezaprobatę wobec rozmówcy. Może również ukazać zniecierpliwienie, potępienie.

Autor: Olek Jakubowicz

  

Gęba nr 7

Zdziwiona – wyraz gęby niejasny. Brwi uniesione do góry w kształcie łuków. Oczy szeroko otwarte. Usta delikatnie rozchylone a mięśnie twarzy napięte. Gęba sprawia wrażenie zdziwionej, trochę nierozgarniętej. „Gęba bez wyrazu, gęba jak noga”.

Autor: Jakub Wachowicz

  

Gęba nr 11

Ku komuś – zwana również gębaolewczą”. Jej nieodłączną częścią jest wykonywanie każdej    czynności „ku komuś”. Przyjmujący gębęolewczą” sprawia wrażenie światowca, który wszystko już w swoim życiu widział, p[przeżył i nic go już nie zaskoczy. To stawia go na pozycji najlepszego i najmądrzejszego w grupie. Wyjątkowo irytująca gęba.

Autor: Jędrzej Besztak

 

 

Koniec i bomba

kto czytał, ten trąba!

W.G.