Ola, tegoroczna najlepsza absolwentka naszego liceum IB studiuje w Aberdeen.
Oto fragment listu, jaki od niej otrzymaliśmy:

 

„Aktualnie mieszkam w Aberdeen. Już drugi tydzień jestem pełnoprawną
studentką uniwersytetu w tym nadmorskim miasteczku. Studiuję
zarządzanie z informatyką. Minął już jeden tydzień wykładów i jak na
razie jestem bardzo zadowolona z mojego wyboru. W tym semestrze mam
mniej przedmiotów (tylko 3) i zyskałam wolne środy. Ekonomia jest
tutaj dla mnie czymś niezwykle prostym i przypomina mi o lekcjach
spędzonych jeszcze w gronie mojej starej klasy (daje mi to złudzenie
pewnego domu). Programowanie trochę przeraża, szczególnie wizja trzech
wielkich tomów z jakiejś dziwnej dziedziny matematyki, ale zapowiada
się ciekawie. Jedynie przedmiot „managing organizations” jest nudny,
ale mam nadzieję, że może później mnie zainteresuje. Mając za sobą IB
mam wrażenie, że studia to pewien rodzaj wakacji, tutaj nie ma tyle
pracy, a oprócz tego np. z ekonomii mam przerobione dwa przedmioty i
tylko powtarzam to co umiałam w maju.

Zachwyciłam się tym, jak bardzo dba się tutaj o studentów i jak mili
oraz troskliwi są ludzie. Jednak Szkocja znacznie odstaje od
tego, co czeka nas w Londynie. Jedyne co mnie przeraża, to ceny oraz
brak mieszkań. W związku z tym, że skończyły się akademiki od dwóch
tygodni szukam miejsca, gdzie mogłabym mieszkać. Nie jestem sama,
spotykam innych studentów, równie „bezdomnych” jak ja. Brzmi to trochę
przerażająco, ale jestem dobrej myśli. Na ceny też znalazła się rada –
sklepy, gdzie wszystko jest za jednego funta. W ten sposób wydatki są
znacznie ograniczone, brakuje tylko domowego jedzenia albo „normalnego”
chleba.

Jestem zadowolona z mojego wyboru. To coś w rodzaju przygody życia, a
jednocześnie wyzwania. Nie jest łatwo, codziennie uczę się, jak
pokonywać własne granice oraz takie przeciwności jak brak noclegu.
Wieczorami jestem zmęczona walką o
mieszkanie, uczelnią, podróżami po kilka km do tańszego sklepu, ale
relaksuję się dobrą książką albo filmem. Choć przyznam, tęsknię za
czasami, kiedy chodziłam do szkoły, za moją klasą, rodziną, kotem czy
poczuciem bezpieczeństwa (nagle to ode mnie zależy czy padnę z głodu,
albo będę zmuszona spać na plaży). Jednakże powoli przyzwyczajam się
do tego miejsca, nazywam je „domem”, nawet już nie jestem bliska
wpadnięcia pod auta, kiedy mylę ruch lewostronny z prawostronnym.
Chociaż do dwóch kranów się nie przyzwyczaję, nikt mi nie wmówi, że to
jest wygodne :).”

Olu, trzymamy kciuki!!!