Poniedziałkowy wieczór w Teatrze Pinokio był pełen niezapomnianych wrażeń. Zebraliśmy się około godziny 18. Dyrektor krótko wprowadził nas w klimat andrzejek, zachowując jednak nutkę tajemniczości.
Zapoznał nas między innymi ze sposobami oszczędzania w teatrze (na przykład na oświetleniu ;-). Zatem pogasły wszystkie światła…
Podzieleni na dwie grupy i zaopatrzeni w latarki ruszyliśmy na zwiedzanie budynku. Na korytarzach porozstawiane były świece, co sprzyjało aurze tajemniczości. Pierwszym pomieszczeniem, do którego się udaliśmy była poczekalnia przed pokojem dyrektora. Ze zdumieniem ujrzeliśmy nieruchomą panią reżyser i kościotrupa. Szkielet miał symbolizować aktora, który nie doczekał się swojej roli… Gdy w poczekalni zapalono świecę, zastygłe w bezruchu postacie ożyły i rozpoczynała się akcja niczym z Szekspirowskiego dramatu! Kiedy ogień gasł wszystko na powrót zamierało…
Podobna sytuacja powtarzała się kilkakrotnie – zapalanie i gaszenie świec (jak w IV części „Dziadów” Mickiewicza) decydowało o początku i końcu sceny.
Następnie powędrowaliśmy piętro wyżej – do pracowni krawieckiej. Tutaj mieliśmy szansę podziwiać krawcową przy pracy – szyjącą stroje dla aktorów. Choć początkowo siedziała jak skamieniała, po zapaleniu świecy ożyła i zaczęła kląć pod nosem (zupełnie jak szewc, a nie jak krawcowa). Była wściekła na to, że musi zostawać po godzinach tylko dlatego, że jakaś aktorka przytyła!
Później dotarliśmy do pracowni plastycznej, gdzie czekała nas kolejna niespodzianka… Gdy tylko weszliśmy, z wanny wyłoniła się przerażająco ucharakteryzowana postać. Poczuliśmy się jak uczestnicy prawdziwego horroru. Kobieta przedstawiła nam wycinek z życia lalkarki. Zachowywała się jak szalona: tu coś przycinała, tu coś dolepiała, z impetem wierciła dziurę w brzuchu lalki, by ta miała więcej wnętrza! Całość opatrzona była dowcipnym, trafny komentarzem z przewagą „czarnego humoru”.
Kolejnym punktem zwiedzania była pracownia techniczna, w której zastaliśmy mężczyznę, który również zachowywał się jak opętany. Dopracowywał on twarz Pinokia, mówiąc do lalki: „Będziesz kłamał, Pinokio?!” A nie słysząc odpowiedzi przycinał mu raz po raz kawałek nosa…
Jako ostatnie zwiedziliśmy sale teatralne oraz kulisy. Pani reżyser sprawiła, że sami mogliśmy poczuć się jak aktorzy. Dostaliśmy zadanie – przedstawić scenę bitwy pod Grunwaldem w zwolnionym tempie. Odgrywaliśmy tę scenę kilka razy, zanim spodobała się pani reżyser i dyrektorowi. To była świetna zabawa!
Całość skończyła się około godziny 19.30, po czym w doskonałych nastrojach rozeszliśmy się do domów. Odmienny przebieg i charakter tego spotkania wszystkich zaskoczył i choć przypominało ono raczej HELLOWEEN niż ANDRZEJKI to życzylibyśmy sobie więcej takich imprez!
Marysia Kleska – uczennica I kl. gimnazjum