Z Zosią rozmawiamy o jej pasji – łyżwiarstwie figurowym.
Jak zaczęła się Twoja przygoda z łyżwiarstwem?
Zosia Grzegorzewska: Zaczęłam trenować, gdy miałam 4 lata. Jakoś zainteresował mnie ten sport. Długo prosiłam mamę, żeby zabrała mnie na lodowisko. Ona najpierw była niechętna, mówiła, żebym wybrała sobie jakiś inny sport, ale ostatecznie postawiłam na łyżwiarstwo. Kiedy mama już się zgodziła, to tak mi się spodobało, że zaczęłam jeździć w klubie MKŁ Łódź.
Czy łączenie codziennych treningów z nauką jest trudne?
Jakoś się udaje, choć nie jest to łatwe. Trenuję każdego dnia oprócz niedzieli przez blisko półtorej godziny. Nie ukrywam, że często wracam do domu wieczorami, a jeszcze w soboty mam dodatkową gimnastykę, która też się bardzo przydaje przy jeździe na łyżwach.
Słyszeliśmy o Twoich sukcesach…
W tamtym roku byłam pierwsza w ogólnopolskim rankingu Polskiego Związku Łyżwiarstwa Figurowego. Teraz spadłam na nieco niższą pozycję, co jednak związane jest ze zmianą klasy. Zaraz to wyjaśnię. Są różne klasy – najpierw wstępna, później brązowa, srebrna, złota itd. W każdej klasie są dwa roczniki – młodszy i starszy. Wcześniej byłam w swojej grupie starsza i zajmowałam pierwszą pozycję, teraz natomiast jestem tą młodszą i po części dlatego nie jestem już pierwsza. Za to należę już do klasy złotej.
Jakie jest Twoje największe marzenie związane z łyżwiarstwem?
Chciałabym pojechać na jakieś bardzo ważne zagraniczne zawody. Nawet nie chodzi o to, żebym zajęła tam jakieś dobre miejsce, wystarczyłoby tylko, żebym wzięła w nich udział…
Tego Ci z całego serca życzymy i gratulujemy dotychczasowych osiągnięć!